Skip to content

Tradycyjne zaręczyny

przebieg zaręczynGdy miałem lat naście, sądziłem, że „jakoś to będzie”, z czasem dorobię się mieszkania, pomieszkam z kimś, aż w końcu weźmiemy cichy i skromny ślub. Nawet, gdy poznałem swoją żonę, planowaliśmy hipotetyczny ślub w skromnym gronie i bez fajerwerków. Wystarczyło kilka lat, w ciągu których zmieniły się nasze poglądy na wiele spraw, nie tylko związanych z rodziną.

Nieoficjalne oświadczyny „załatwiłem” przy okazji wyjazdu w piękne miejsce na weekend. Zakładając pierścionek na palec oszołomionej narzeczonej wprawiłem w ruch gigantyczną machinę parową, pamiętającą czasy starsze niż dawne. Na brylanty nie mogłem sobie pozwolić, ale jeden diament w tradycyjnym pierścionku wystarczył. Od tej pory słowa tradycja, zwyczaj, trzeba, musimy kołatały mi się w głowie każdego dnia.

przebieg zaręczynPo powrocie do domu należało wyznaczyć dzień oficjalnych zaręczyn. Ponieważ w Internecie można znaleźć szczątkowe relacje tego dnia, potomnym przekazuję, co się wydarzyło.
Narzeczona ustaliła z rodzicami datę oficjalnego spotkania. Była to najbliższa sobota po powrocie z wyjazdu. Wszyscy potrzebowali czasu, aby ochłonąć i się przygotować. Kupiłem butelkę Whisky, zamówiłem duży bukiet kwiatów i wyprasowałem koszulę. Uzbrojony w garnitur, umyty samochód, zapakowaną butelkę i kwiaty ruszyłem na osiemnastą. Trema mi towarzyszyła ogromna, pomimo że znaliśmy się wszyscy z pięć lat i to bardzo dobrze.

Wszedłem jakby nigdy nic i do dziś mam wątpliwości, kiedy wparować z kwiatami. W moim przypadku, usiadłem na kanapie i próbowaliśmy prowadzić zwykłą konwersację, podczas gdy przyszła teściowa doglądała kolacji, teść próbował udawać, że coś robi i ze mną rozmawia. Największy ubaw miał brat żony, ale cieszył się prawie jak my. Po mniej więcej kwadransie przeprosiłem i wyszedłem do samochodu po fanty. Chciałem mieć to już za sobą. Wróciłem, zza kwiatków było słychać tylko mój głos:

- „jak tradycja nakazuje, uroczyście proszę państwa o rękę córki. Chciałbym, abyście nie tracili córki, lecz zyskali syna.” – Po łzach wzruszenia, napięcie opadło i znów staliśmy się normalnymi ludźmi. Teść zapytał się teściowej, co zdecydować (tu już zaczynały się żarty i swoboda) i oficjalnie się zgodzili. Kolacja przy świecach, muzyczka w tle, winko i niby tak samo, lecz inaczej. Pytania, plany, wspomnienia i radość. Od tego momentu, machina weszła na pełne obroty i stanęła dopiero w 15 miesięcy później….